wtorek, 23 stycznia 2018

Puchowy, qrna...

... sniegu tren, niech go jasny szlag!
Czego ja sie w styczniu spodziewalam? Wiosny moze? Otusz tak wlasnie, chcialam wiosny i jestem bardzo rozczarowana, ze jej nie ma, zima nie odpuszcza. Snieg se radosnie popaduje, czasem zostaje, a najczesciej topnieje, bo zima jest lagodna i temperatury oscyluja w okolicach plusowych. W sobote malowniczo napadalo, ale nie martwilam sie tym, bo nie musialam nigdzie jezdzic, choc musialam chodzic nieco ostrozniej, zeby sie nie obolic. Pytam wiec Toyke: idziemy? A ona na to: no pewnie!



A cyje to lapecki na sniegu?


Snieg dziwnie smakuje






Ukochany glaz do wskakiwania













Co tam takiego jest? Myszka?



Pozostalosc po Friederike


Troche przemoczylam nogi, bo juz zaczela sie odwilz i snieg byl bardzo mokry, ciezki. Pozostalosci sniegu i tajace kropelki na badylkach wygladaly jak skrzace sie diamenty. Niestety nie udalo mi sie uchwycic na zdjeciach tego, co widzialy moje oczy.







Tak, tak - to bazia.
W obiektyw wpadly mi jeszcze przy okazji dwa obiekty latajace, samotna zolta lokomotywa dla Lidii i takie smieszne balonowe oznaczenie konca placu budowy tego centrum logistycznego, postawione tam chyba po to, zeby z daleka bylo wiadomo, gdzie sie swiat konczy.

To jaszczomp










poniedziałek, 22 stycznia 2018

Prasóweczka.

Zablokowana drzewem ulica u corki na osiedlu
Szturm o dzwiecznej nazwie Friederike narobil troche szkod, w samej Getyndze i powiecie straz pozarna musiala interweniowac ponad 250 razy, usuwajac z jezdni zwalone drzewa. Kolej wstrzymala calkowicie ruch, tysiace ludzi utknely na dworcach i lotniskach, drogi byly czesciowo zablokowane, czesc gospodarstw pozbawiona pradu. Normalka. Niestety byli ranni, byly tez ofiary smiertelne w liczbie osmiu w samych Niemczech.

Podobno od przyszlego roku lekarze w Wielkiej Brytanii zobowiazani beda pytac kazdego pacjenta o orientacje seksualna. Niektorzy juz sie ciesza na chwile, kiedy beda zadawac to pytanie jakiejs 90-letniej miss Murple, ktora przychodzila do nich leczyc sie przez ostatnich 50 lat. Ichni system zdrowotny NHS uznal bowiem, ze „monitorowanie orientacji seksualnej powinno się odbywać w każdym kontakcie z pacjentem, jeśli tylko w karcie pacjenta nie ma już takich danych”. NHS twierdzi, że zadawanie takich pytań jest potrzebne, żeby móc zorientować się w temacie zdrowia wśród osób homoseksualnych i biseksualnych. Chyba ich posralo w tym enhaesie!
Straz nie przestawala jezdzic podczas orkanu

Nowy minister obrony narodowej, niejaki Plaszczak, zyczy sobie jeszcze wiecej militarnych jankesow na terenie Polski. Zamienili psychopate na idiote.

Najpopularniejszymi imionami nadawanymi w ubieglym roku w Polsce dzieciom sa zenskie Julia, Zuzanna, Zofia, Lena i Maja oraz meskie Antoni, Jakub, Jan, Szymon i Franciszek. Brajany, Seby i Dzesiki odchodza powoli do lamusa. Dosc rzadko nazywano dziewczynki Aaliyah, Elif, Syntia, Samira, a chlopcow Allessio, Natanael, Danylo, Ollie, Tiago. Ja piernicze!

Naszej brzozie urwalo galazke
Blisko sto lat wiezienia grozi rodzicom trzynasciorga dzieci z Kaliforni, ktorzy znecali sie nad swoimi pociechami. Dzieci dostawaly jeden
posilek dziennie, byly przywiazywane do lozek, najpierw linami, pozniej lancuchami, i w ogole zyly w warunkach uragajacych wszystkiemu. Zastanawiam sie, po co narobili tyle tych dzieci, skoro nie mogli dac sobie z nimi rady. Moze jak beda sie wlasciwie zachowywac, wyjda na warunkowe po odsiedzeniu 75 lat.

Niejaki Jacek Zalek popisal sie madroscia: Kobietom powinno byc wszystko jedno, czy urodza dziecko zdrowe, czy umierajace, bo w koncu wszyscy kiedys umrzemy. Szkoda tylko, ze niektorzy jeszcze zyja, chyba tylko po to, zeby produkowac podobne wybzdziny. Zalek za dupe sciska.

Za to Wojewodzki jak zwykle w formie: Dzieki tym, ktorzy glosowali na pis, nie musimy juz mlodziezy tlumaczyc terminow - zamordyzm, komuna, bolszewizm. Widza to na codzien.  Od siebie dodam, ze nie tylko w Polsce, z ta tylko roznica, ze tutaj dyktatura nazywa sie falszywie demokracja.

I to by bylo na tyle, drodzy Panstwo. Polecam sie na przyszlosc.




sobota, 20 stycznia 2018

Sernik bez zdjec.

No chcialam, uwierzcie mi, chcialam opoznic zamieszczenie przepisu na moj fenomenalny sernik, do czasu upieczenia nowego, bo uznalam, ze bez zdjec to zaden przepis. Zostalam rugnieta, ze najpierw narobie apetytu, a potem kombinuje z wymowkami zdjeciowymi. No nie moge zostawic Marii Agdaleny w stanie nerwowego slinotoku, bo byloby to po prostu nieludzkie.
Zamiast sernika bedzie zatem tylko Miecka.

A oto przepis.
200g cukru
1kg tlustego bialego sera, moze byc twarozek   homogenizowany czy cus w ten desen
5 jajek
50g maki
50g masla
cukier waniliowy
dla amatorow bakalie, ale moze byc bez

Ubijamy na puszysto cale jajka z cukrem i cukrem waniliowym, a potem dodajemy twarog, make i roztopione (ostudzone!) maslo. Na koniec bakalie. Ciasto jest dosc rzadkie, przelewamy do natluszczonej formy i pieczemy ca´godzine w temperaturze 180°. Mozna po wystygnieciu udekorowac polewa czekoladowa.

I to wszystko, zycze Wam dobrego apetytu.





piątek, 19 stycznia 2018

Wszystkiego po trochu.

Jak kazdego roku w styczniu, dzial podatkow za psy przyslal nam nowy numerek dla Toyki. Co roku jest w innym kolorze i ksztalcie, ubiegloroczny jest podluzny czerwony, tegoroczny okragly zolty, a w poprzednich latach bywaly trojkatne, kwadratowe, osmiokatne, fioletowe, zielone. Ma byc od razu z daleka widoczny, zeby nie bylo pomylek i kantow. Kazdy pies ma obowiazek nosic go przy obrozy, zeby w razie czego policja albo pracownicy wydzialu porzadkowego mogli na pierwszy rzut oka ocenic, czy pies jest zarejestrowany. Zdarzylo mi sie raz, ze Kira zgubila numerek i z otrzymaniem duplikatu byly cale korowody, musialam pisac oswiadczenia, o malo co przysiegac, ze naprawde zginal. To jest jak dowod osobisty czy tablice rejestracyjne - przedmiot scislego zarachowania, dokument tozsamosci psa. Taki numerek kosztuje 120 euro rocznie.
Pogoda nadal w kratke, naprzemiennie deszcz z wiatrem i przeblyski slonca i mimo dodatniej temperatury, czlowiek odczuwa, jakby byl nie wiem jaki mroz. Wilgoc i wiatr robia swoje.
Pracom u corki nie widac konca, choc pozostaly wlasciwie tylko drobiazgi, kosmetyka, bo najgorsze i najciezsze roboty zostaly juz zalatwione. Ten jej chlop to jakies niewydarzone nieszczescie, ma toto chyba protezy zamiast rak i jak juz sie do czegos zabierze, to musi schrzanic. A moje dziecko nie chce sie po proznicy denerwowac, wiec "papa pomoz" i papa jezdzi i pomaga. Chyba wystawie jej za to rachunek, ze mi slubnego wciaz u siebie trzyma.





czwartek, 18 stycznia 2018

Hardkor i survival w jednym.

Rodzice zawsze mi powtarzali, nie chwal dnia przed zachodem slonca. Ale kto by tam zwracal uwage na marudzenie wapniakow, co nie? Nie dalej jak wczoraj cieszylam sie z nadejscia wiosny, a tu ZONK!
Zaczelo sie we wtorek poznym wieczorem (21.30), kiedy corka zadzwonila do mnie, ze wnusia placze, smarka i trzyma sie za uszko, wyglada na to, ze ja boli, ale nie ma goraczki. Co robic? Do wyboru byla jazda do szpitala na dyzur pediatryczny, ale poradzilam corce najpierw tam zadzwonic, podac objawy i spytac, czy mamy przyjechac. Lekarka podala przez telefon, jakie leki kupic i nie kazala przyjezdzac.
Slubny polozyl sie wczesniej, wiec padlo na mnie. Najpierw przekopalysmy internety w poszukiwaniu dyzurnej apteki i wciaz wyskakiwala nam jako najblizsza apteka w Bovenden, poza Getynga. Wprawdzie nie tak daleko, ale jednak poza miastem. No niemozliwe! Zeby nie bylo jednej dyzurnej apteki w ponad 100-tysiecznym miescie? Corka skads wytrzasnela, ze jest, niedaleko szpitala, w ktorym rodzila i przed ktorym czekalam na taksowke. No to hajda!
Wysiadam z auta i... prawie szpagat zrobilam! Slisko jak cholera, cala jezdnia i chodniki pokryte warstewka czegos na pograniczu sniegu, deszczu i lodu. A kiedy wychodzilam z domu, na naszej ulicy nic takiego nie wystepowalo. No nic, ostroznie doczlapalam do apteki, a tam gustowny szyldzik, ze jednak dyzur ma apteka w Bovenden. QRRR...!!!
Pisalam juz kiedys, ze po ciemnosci nie jezdze, bo slepa jestem. W miescie jakos tam sobie radze dzieki latarniom, ale za miasto sie nie wypuszczam. Co tu robic? Wracac? Budzic chlopa i wyslac go w droge? Strata czasu. Spielam wiec poslady i pojechalam, trzesac sie ze strachu. Szczesliwie prawie nie bylo ruchu i nikt za mna nie musial sie denerwowac, ze jade wolno. Musialam bowiem wypartywac linii, ktorej sie trzymalam jak Lazuka szyny tramwajowej w filmie Nie lubie poniedzialku. Jakims cudem dojechalam, zadne dzikie zwierze nie wylazlo mi z lasu po drodze, a pozniej jezdzilam po tej opustoszalej wiosze i szukalam apteki. Jakiego trzeba miec pecha, ze kiedy leki byly potrzebne, dyzur miala akurat apteka poza miastem.
Do corki dobrnelam z tymi lekami, na galaretowatych nogach dobrze po 23.00, a po powrocie do domu zaraz polozylam sie spac.
Ja ci w srode wstaje, a za oknem ciezka sniezyca, blyskawice, pieruny i armagiedon. Ale temperatura lekko dodatnia, wiec nie uznalam za stosowne sie zdenerwowac. I to byl moj blad! Przy kawie wyczytalam w internetach, ze wokol miasta i na jego terenie dzieja sie straszne rzeczy. Duzo stluczek, poblokowana autobana, a miejskie autobusy nie obsluguja tras na gorkach, wszedzie korki i zeby uwazac. No pieknie! Kiedy wypelzlam z domu odsniezac i grzac samochod, znow o malo orla nie wywinelam - slisko! Juz troche zaczelam sie bac, ale odpalilam tryb sniezny w aucie i powoli ruszylam. Wszyscy jechali tak 30-40 kmh, wiec nikt mnie nie musial otrabic, ze za wolno jade.
W pewnej chwili widze tuz przed skrzyzowaniem stojacy pod gorke autobus przegubowy, blokujacy caly pas ruchu i w pelni zaslaniajacy ten z przeciwka. I teraz nie wiem, czy go wymijac, bo jak z gorki bedzie cos jechalo, to wyhamuje na mnie. Jakos sie jednak udalo wyminac zawalidroge. Pozniej doczytalam, ze wiele autobusow utknelo gdzies w trasie, nie mogac pokonac pochylosci, musialy czekac na sluzby miejskie.
Rzadkie to zjawisko w Niemczech, ale tym razem zima wszystkich zaskoczyla, bo choc solarki jezdzily od momentu, kiedy wstalam, nie daly rady uporac sie ze wszystkimi trasami. Ciekawe, ilu ludzi nie dojechalo do pracy, szczegolnie tych spoza Getyngi, bo drogi dojazdowe tez byly poblokowane autami po poslizgach.
Przez taki jeden dzien bede z pewnoscia zyla krocej.
A na dzisiaj zapowiadaja dodatkowo jakis straszliwy orkan. Jakbym za malo miala atrakcji w zyciu.





środa, 17 stycznia 2018

Jak wiosny w styczniu szukalim.

W sobote 13 stycznia wyprawilam mezu mojemu zalegle urodziny, wprawdzie dwa tygodnie po terminie, ale podobno lepiej pozno niz wcale. Do tego czasu prawie codziennie byl u corki na panszczyznie, wciaz cos dlubal, montowal, skrecal, ulepszal, borowal i tyral. W koncu jednak pokazalo sie swiatelko w tunelu i wreszcie moglismy powiadomic odwolanych gosci, ze urodziny sie odbeda. Upieklam na te okolicznosc sernik, a nawet dwa. Jeden z bakaliami, drugi bez, bo niektorzy strasznie marudza, muszac wydlubywac rodzynki i inne skorki pomaranczowe. No to zeby im zaoszczedzic tej dlubaniny, a sobie sluchania tej samej spiewki, od razu zrobilam dwa. Nawet z tego powodu nie poszlismy do psiej szkoly, choc wlasnie skonczyla sie przerwa swiateczna.
W niedziele od rana mialam doskonaly humor, bo niebo kusilo blekitem, a slonce kokieteryjnie przyswiecalo i zupelnie nie przeszkadzal mi lekki przymrozek i dosc silny wiater, po prostu ubralam sie cieplej i pomknelismy z psami na memlon natury. Po poludniu bylismy umowieni z corka na oddanie jej Placzka, wiec pomyslalam, ze niech jeszcze ma od bapci porzadny spacer.
Tak zupelnie przy okazji rozgladalam sie, czy aby gdzies nie widac pierwszych zwiastunow wiosny, ale najpierw natykalam sie jedynie na zeszloroczne badylki, ktore w sloncu nabraly nowej urody.







Jednak w koncu cos znalazlam!





No, mysle, ze natura az tak nie moze sie mylic i gdyby zima miala jeszcze jakos szczegolnie uderzyc, nie szykowalaby sie ona pelna para do wiosny. To daje mi nadzieje.
Inwentarz wybiegal sie do wypeku, wyszalal, a niektorzy moczyli nawet nuszki.













Centrum logistyczne rozbudowuje sie w zastraszajacym tempie, niedlugo pewnie stracimy te tereny spacerowe, bo zaczna tamtedy jezdzic jakies dostawcze ciezarowki i strach bedzie psa bez smyczy puszczac.