poniedziałek, 5 grudnia 2016

Stefanu Bazantu...

... ale nie tylko.
No bo jesli ktos oglasza rozdanie, jakis apel, komunikat i prosi o zamieszczenie banerka na innych blogach, to po prostu nie wypada mowic, ze sie nie wie, JAK taki banerek zamiescic. No fstyt sie przyznawac, ze nie zna sie tak podstawowych narzedzi blogowych.
No to ja tak na wszelki wypadek, punkt po punkcie, jakby kto jeszcze potrzebowal:









I TADAM! Jest wklejony podlinkowany banerek. Mozna sobie wszystkie zdjecia powiekszyc, jakby kto mial problemy z przeczytaniem.
Dziekuje za uwage :)





sobota, 3 grudnia 2016

Na weekend.



Specjalnie dla Elaji. :)




























Wszystkim zycze pogodnego i zrelaksowanego weekendu. Nie dajcie sie poniesc przedswiatecznemu szalenstwu.







piątek, 2 grudnia 2016

Pierwsze powazne ostrzezenie.

W niedziele chcialam zadzwonic do mamy, ale telefon cos mi fiksowal. Kupilismy go na przeprowadzke na nowe mieszkanie, wiec ma juz 8 lat, kilka razy upadl na podloge, bateria wyczerpuje sie dosc szybko, wiec sluchawka juz na stale lezy na stacji i takie tam. Pomyslelismy, ze calkiem sie popsul. Wyslalam do mamy esesmana, ze nie zadzwonie, zanim nie kupie nowego. I prawie zapomnialam o sprawie, ale moj sprytny i spostrzegawczy maz dostrzegl, ze na routerze swieca sie tylko cztery swiatelka, a telefoniczne nie. Bo niedawno zmienili nam telefonie na nowoczesna, ktora idzie wlasnie przez router, a nie jak dotad, przez kable telefoniczne. Przeklelam te nowoczesnosc, bo przedtem takich jaj nie bylo, co kabel to kabel. Na szczescie internet hulal bez zarzutu i wlasnie stamtad dowiedzialam sie o zakloceniach w calych Niemczech. A wiec nie moj telefon, a caly Telecom poszedl sie bujac.
W poniedzialek juz bylo wiadomo, ze to hakerski atak byl przyczyna awarii. Nie wszyscy abonenci Telecomu zostali trafieni, bo atak dopadl tylko szczegolne modele routerow. Doradzono nam odlaczyc router z pradu, wlaczyc ponownie i powinno dzialac. Dzialalo!
Tak sobie pomyslalam w tym momencie, ze aby zalatwic panstwo, nie trzeba broni ani zolnierzy, wystarcza sprawni hakerzy. Przeciez praktycznie wszystko jest skomputeryzowane i bez tego panstwu grozi totalna zapasc. A dodatkowo odebrac ludziom mozliwosc komunikowania sie ze soba, te internety, telefony komorkowe i stacjonarne, media - zapanuje chaos nie do ogarniecia.
Co wiecej, niemieckie media podaly, ze to prawdopodobnie dopiero poczatek i takich atakow mozemy sie w przyszlosci spodziewac wiecej i czesciej. ISIS nie spi, w przeciwienstwie do niemieckich politykow, i sa wsrod nich ludzie doskonale wyksztalceni informatycznie.
Jeszcze bedzie ciekawie.
A kiedy nas juz zalatwia, to co robic z taka iloscia wolnego czasu?



A kiedy przyjdzie nam odchodzic na lepszy ze swiatow:






środa, 30 listopada 2016

Ptasie dramaty i komedie.

Wydawac by sie moglo, ze nasze miejskie ptaki o tej porze roku powinny byc skoncentrowane na zawiazywaniu tluszczyku na nadchodzaca zime albo szukaniu cieplego miejsca. Ale nie! Takie kaczki na ten przyklad maja w glowkach... amory! Dwa kaczory zabiegaja o wzgledy jednej kaczki, ona cala chetna. Jeden ja dosiada, podtapia, a potem robi runde honorowa z szybkoscia motorowki. Ona przeciaga sie z rozkosza, patrzac z politowaniem na tego drugiego.



Chyba im na rozum padlo! O tej porze roku? A jak bedo z tego jajca? No nic, ide dalej. Spotykam po drodze samotnego labedziego podrostka, tegoroczny przychowek pary labedzi z Kiessee. W tym roku dorobili sie siodemki mlodych, bardzo duzo, jak nigdy przedtem. Pozostala czesc jego rodziny plywa sobie w sporym oddaleniu, wszyscy razem, ale... licze i licze... jednego nie ma, sa rodzice i piatka mlodych. Co sie stalo z tym siodmym? Kiedy bylam po drugiej stronie jeziorka, zauwazylam przez bezlistne drzewa, ze cala rodzina zrywa sie do lotu. Czyli... tupta przez pol jeziora po powierzchni wody, bo nielatwo tym wielkim i ciezkim ptakom wzbic sie w powietrze. Wreszcie, juz poza zasiegiem mojego wzroku, udaje im sie oderwac od wody. Zataczaja wielki krag i z glosnym furkotem skrzydel okrazaja kilkakrotnie jezioro. Pewnie cwicza latanie.














Spotykam po drodze lyski, kurki wodne, gesi. Te ostatnie tez od czasu do czasu zrywaja sie z glosnym gegotem w powietrze, pewnie sploszone czyms, a moze ot tak, dla towarzystwa i rozprostowania skrzydel, zeby za chwile znow wyladowac w wodzie.








W pewnej chwili prawie pod moimi stopami laduje (londuje) pustulka, chwyta cos i odlatuje. To bylo tak niespodziewane, ze i zdjecia sa troche nieostre, bo nie zdazylam z niczym, strzelalam z biodra, bez celowania. ;)




No nic, ide dalej. Wyspe na jeziorku upodobaly sobie kormorany, ktore wrocily na przezimowanie, latem w ogole ich nie bylo. I jak co roku, drzewa na wyspie pobielaly od ich odchodow.





Mialam wracac inna droga, ale cos mnie skierowalo sciezka brzegiem jeziorka. Intuicja? Przeczucie? Nie wierze w takie bajdy, ale gdybym poszla inaczej, omineloby mnie najlepsze. Bo otoz w pewnej chwili, na mijanej brzozie zobaczylam dwie wrony. Z pewnoscia nie zwrocilabym w ich strone aparatu, bo na to nie zasluguja, ale zaintrygowalo mnie ich dziwne zachowanie. Jakby byly czyms zaniepokojone, pyskowaly, podfruwaly, by za chwile odleciec na dalsza galaz i zaraz wracaly. Zatrzymalam sie i... nie, niemozliwe! Dostrzeglam trzeciego ptaka! Jeszcze nie wierzylam swojemu szczesciu, to byla mloda sowa uszata. Siedziala wystraszona i jakby sparalizowana strachem, niewiele sie ruszala, krecila tylko lebkiem, zeby nie tracic wron z pola widzenia. A te potwory nie przestawaly jej straszyc, zachowywaly sie jakby bronily gniazda, a przeciez to niemozliwe o tej porze roku. Mysle, ze po prostu znecaly sie nad nia, a moze widzialy w niej lup? Nie mam pojecia, skad sie tam wziela w bialy dzien, pewnie jej mlody wiek i brak doswiadczenia zapedzil ja tam, gdzie byc nie powinna, a pozniej po prostu nie wiedziala jak reagowac na agresje wron. I nagle zobaczyla mnie z wycelowanym w nia obiektywem. Oczy o malo nie wylecialy jej z orbit ze strachu, wiec szybko zabralam sie stamtad, zeby jej zanadto nie stresowac, dosc miala uzywania z tymi czarnymi potworami.