wtorek, 25 lipca 2017

Obiady.

Spiskujo bachory
Wydawac by sie moglo, ze moje obiady sa bardzo monotonne i troche w tym prawdy jest, ale tylko troche. Baza obiadowa jest salata, a salat w sklepach jest do wyboru do koloru. Albo calkiem klasyczna, albo lodowa, cykoria, rukola - kazda smakuje inaczej, kazda ma w sobie inne wartosci. Juz wiec mamy spory wybor, jesli chodzi o baze. Na to laduje (uaduje) kilka plasterkow ogorka, pomidora, rzodkiewek. I jajko na twardo.
Teraz dopiero zaczyna sie jazda! Jednego dnia na wierzchu laduje (londuje) polowa sera feta, innego tunczyk w sosie wlasnym albo w oliwie, albo mozarella, piers kurczaka w kosteczke krojona i podsmazona, parowka czy inna niewielka kielbaska albo posiekana szynka - wybor zalezy od Was samych. Wazne, zeby te dodatki traktowac oszczednie, jako dawce smaku, a nie danie glowne, bo glownym zapychaczem zoladka ma byc jednak salata ogorek, pomidor i ich mozna jesc tyle, zeby miec poczucie sytosci. Cala reszta to starania, zeby potrawa sie nie znudzila i codzien smakowala inaczej. Od czasu do czasu moj organizm wola o... kasze, widac czegos potrzebuje, co w tych kaszach tkwi. Gotuje wiec odrobinke roznych kasz, a to gryczana, peczak, jaglana albo nawet ryz i dodaje do salatki w ilosci... ja wiem... 2-3 lyzek stolowych, ale wtedy mniej czegos innego.
Ja urozmaicam sobie na koniec posypkami i sa to np. posiekane orzechy, wzglednie kilkanascie pestek dyni albo ziaren slonecznika, czarnuszki czy czego tam jeszcze - wszystko to dostarcza organizmowi potrzebnych mikroelementow, choc w wiekszych ilosciach bywa tuczace, wiec uwaga.
Tak zestawionej potrawy nie doprawiam ani sola, ani pieprzem, ani tym bardziej cukrem, smakuje bez tego, za to polewam np. jogurtem (0,1%) czy mieszanka oliwy z octem (sos vinegret).
I to juz wszystko, tak odzywiam sie od poczatku kwietnia i jeszcze mi sie nie znudzilo.
Odpuscilam sobie podczas pobytu u Orki, jadlam "normalnie", choc w niewielkich ilosciach, bo juz mialam zmalaly po dietach zoladek, i byly to tylko trzy cale dni. Ale waga mi je natychmiast wypomniala i tak cofnelam sie o prawie kilogram w procesie chudniecia. Nie powiem, jedzenie, jakie serwowala Orka i na jakie mnie zapraszala do lokali, bylo tak smaczne, jak wysokokaloryczne (frytki, piwko i torty), a tego organizm nie wybacza. Jednak nie zaluje, bo nie mozna sie przesadnie katowac dietami, czasem mozna zaszalec, byle nie czesciej niz raz w roku.





poniedziałek, 24 lipca 2017

Co jem na sniadanie?

Moim chyba najwiekszym grzechem bylo omijanie sniadan, co dosc glupio tlumaczylam sobie i calemu swiatu, ze rano to ja zupelnie nie mam apetytu, a nawet czasu na jedzenie. Poprzestawalam na kawie, a nawet dwoch i lecialam do fabryki. A przeciez wszyscy przemadrzali glosno krzycza, ze SNIADANIE TO NAJWAZNIEJSZY POSILEK DNIA. Jesli macie ochote dowiedziec sie dlaczego, to se kliknijcie w linke i poczytajcie. Ja nie mam zamiaru przepisywac tego, co ktos juz wczesniej opublikowal i przyznawac sie, ze to moje odkrycie. W kazdym razie jest wiecej plusow jedzenia sniadan, niz minusow.
Ale co by tu na to sniadanie zjadac? Chrupiaca biala buleczke z wedlina albo dzemem czy zoltym serem? Moze i dobre, ale ani to specjalnie zdrowe, ani na dlugo nie wystarczy i gdzies kolo poludnia zoladek bedzie sie domagal drugiego sniadania, na ktore kupimy sobie drozdzowke albo inny batonik. Zanim zjade do dom, bede miala cala czapke kalorii w zoladku, a kudy do konca dnia. Sniadanie moje mialo byc nie tylko zdrowe i niskokaloryczne, ale tez jakos smakowac. Zanabylam müsli, takie calkiem najprostsze, bez zadnych suszonych owocow czy innych slodzonych ingrediencji. Sa w nim jakies tam platki owsiane, ziarenka slonecznika, pestki dyni, sruta dla kaczek, otreby i bukwico jeszcze. Jednym slowem jakies bleee... Zalewam to mlekiem 1,5%, a mleko akurat bardzo lubie, a doprawiam sobie lyzeczka miodu. Kto nie lubi mleka, moze jesc te pasze dla kur z jogurtem, byle niskotluszczowym i bez cukru. Mam wiec w miare slodkie i baaaardzo zdrowe zarelko, bo kto pozera lyzeczke miodu dziennie, ten malo choruje na jakies wiosenno-jesienne syfy gornych drog oddechowych. Ja dodaje jeszcze cos, co niedawno odkrylam, a co pieknie w zoladku pecznieje, zapewniajac sytosc do samego obiadu, mianowicie ziarenka chia, zwane w Polsce szalwia hiszpanska, ale to jakos za bardzo mi sie z mucha kojarzy, tez zreszta hiszpanska, wiec pozostane przy nazwie ziarenek chia. Poczytajcie sobie, jakie skarby w nich tkwia, a sa niedrogie i ogolnodostepne. Zanim je odkrylam, bralam ze soba drugie sniadanie w postaci marchewki albo kalarepy, bo  tak kolo poludnia zaczynalo mnie ssac z glodu. Nie wiem, czy za sprawa peczniejacych chia, czy moze skurczyl mi sie zoladek, ale od jakiegos czasu nie potrzebuje jesc miedzy posilkami.
W zasadzie z pieczywa zupelnie zrezygnowalam, choc wczesniej zawsze jadalam ciemne albo graham, a raz na ruski rok zachciewalo mi sie bialej pszennej bulki, no to ja sobie jadlam. Teraz mam czasem ochote na cieple tosty (tylko zytnie!), wiec jem tosty, bo w koncu dlaczego mam sobie odmawiac, skoro organizm sie ich dopomina? Chce mi sie twarozku z rzodkiewkami, to go jem, byle nie ze smietana, a z chudym jogurtem, chce mi sie zoltego sera, to klade go na tost, bo we wszystkim trzeba zachowac umiar i nie katowac sie czyms, co sie przejadlo. Ale na takie fanaberie pozwalam sobie najwyzej raz w tygodniu, glownie w weekend, kiedy nagradzam sie za wytrwalosc.
Dbam o to, zeby nie chodzic glodna, bo to o krok od podjadania albo kupowania byleczego, zeby ten glod zaspokoic.






rzeżączki

http://www.poradnikzdrowie.pl/seks/choroby-intymne/rzezaczka-tryper-zakazenie-objawy-leczenie_33801.html
rzeżączkę

http://www.poradnikzdrowie.pl/seks/choroby-intymne/rzezaczka-tryper-zakazenie-objawy-leczenie_33801.html
rzeżączkę

http://www.poradnikzdrowie.pl/seks/choroby-intymne/rzezaczka-tryper-zakazenie-objawy-leczenie_33801.html

niedziela, 23 lipca 2017

Ananasy z Toyki klasy.

Nooo musze sie pochwalic, ze na ostatnich zajeciach Toya trzy razy wrocila na zawolanie. Nie wiem, czy to przypadek, jej pomylka zwiazana z panujaca w sobote duchota, czy w koncu postanowila uznac mnie za swojego przewodnika. Chce wierzyc w to ostatnie.
Pokaze Wam dzisiaj kilku ananasow z nowej klasy Toyi. Na poczatek zdjecia grupowe.






Konewka w reku Christiana sluzy do rozdzielania psow, ktore czasem ponosza nerwy. Rzadko sie wprawdzie zdarza, ale czujnym trzeba byc. Gdyby nie czerwona gawroszka, nielatwo byloby wypatrzec Toyje w klebowisku podobnych wzrostem i umaszczeniem psow. Cwicza w tej grupie dwa ridgebacki,  niech mi kto powie, ze Toya nie jest do nich podobna (na trzecim zdjeciu od gory sa wszystkie trzy, choc Toyka zaslonieta). Airedale terier byl dzisiaj na pierwszej lekcji, trafil od razu do doroslej grupy, bo juz ma trzy lata.


Toyka jest mniejsza, ale podobienstwo jest.

Piekne sa psy tej rasy





Widac gawroszke i zwisajacy jezor, bo lata jak nawiedzona
Malutki Balou przeszedl razem z nami z grupy mlodziezowej, bardzo fajny maluszek, dzielny, nie histeryczno-jazgotliwy, lubie go. To ten bialo-czarny.


W sobote cwiczyl z nami, choc normalnie spaceruje tylko po terenie ze swoim panem jezdzacym na wozku, psi staruszek. Fotografowalam rozne brykajace duze psy, a on cichutko siedzial za mna i patrzyl, jakby prosil, zeby i jego sfotografowac. Usmiechal sie tak wdziecznie do zdjecia.


A Toyczysko niestrudzenie latalo po placu, wszedzie jej bylo pelno. Ona uwielbia ganiac sie z kumplami, jest wtedy najszczesliwszym psem na swiecie.





Padla tradycyjnie po powrocie do domu.






sobota, 22 lipca 2017

Nie umiem zatytuowac.

Nic mi nie przychodzi do glowy poza banalnym: przepis na chudniecie albo inna recepta na szczescie podczas i po utracie wagi, badz moja skuteczna dieta. Wszystko to goowniane frazesy. Pozostawmy wiec post bez tytulu i juz.
Ja z nadwaga zmagalam sie praktycznie od poczatku zycia, ale jako dziecku zupelnie mi to nie przeszkadzalo do momentu, kiedy zaczelam chodzic do szkoly. Wredne bachory daly mi wtedy popalic. Troche stracilam na puszystosci, kiedy w okresie dojrzewania strzelilam ze wzrostem w gore, ale i tak odstawalam od bardzo chudych kolezanek. Gdzies tak ok. 20-tki zastosowalam pierwsza powazna diete i to na tyle skutecznie, ze, jak wiecie, przez kilka lat pracowalam na roznych wybiegach. Zawsze lubilam slodycze, ale na szczescie wtedy w Polsce bywaly kryzysy i dobre slodycze  nie byly tak ogolnie dostepne, a cukier byl na kartki, wiec chyba to mnie ratowalo. Zarcie tez bylo zdrowsze, owoce i warzywa obornikiem nawozone i nie pryskane jakimis truciznami przeciw robalom. W owocach pomieszkiwaly robaki, a one najlepiej wiedzialy, co dobre. Teraz nie uswiadczysz robaka w nawoskowanym jablku czy innej wegierce. Strach to jesc, a tzw. bio produkty sa nie na moja kieszen.
Trzy ciaze przeszlam prawie bezbolesnie, choc z kazda kolejna trudniej mi bylo wrocic do pierwotnej wagi, jednak dalam rade. Pokonaly mnie trzy czynniki, zaburzenia tarczycy, klimakterium, kiedy to metabolizm drastycznie zwalnia i pierwsze tabletki antydepresyjne. Zanim sie zorientowalam, mialam na dupie dodatkowe 20 kg. Z mniejszym lub wiekszym powodzeniem staralam sie jakos wygladac, chodzilam na silownie, pokonywalam dziesiatki kilometrow z psami, jednak zle nie spalo i kusilo zewszad pysznymi slodyczami, lodami i innym szajsem. Cale szczescie, ze nie zasmakowalam w makdonaldsach czy innych burgerkingach oraz mocno przetworzonym zarciu, bo chyba by mnie to zabilo na smierc.
Ubiegly rok byl dla mnie nielatwy jak wiecie, dwie smierci w najblizszej rodzinie, a o jednej musialam ja zadecydowac. Zazdroszcze ludziom, ktorzy na stres reaguja brakiem apetytu i chudna. U mnie jest calkiem odwrotnie, ja zajadam stres. Po odejsciu Kiry moja aktywnosc ruchowa tez zostala drastycznie ograniczona, sama balam sie chodzic, a chlop nie zawsze chcial. Na efekty nie musialam dlugo czekac, a moj wyglad tez mnie stresowal, wiec... bledne kolo! Zreszta w tym stresie i depresjach powoli przestalo mi na czymkolwiek zalezec, a najmniej na wlasnym wygladzie. Dopiero te zdjecia postawily mnie do pionu, a dodatkowo zaczelam nieco podupadac na zdrowiu.
Oj, cos dlugi post mi wyszedl, wiec dalszy ciag bedzie jutro.





piątek, 21 lipca 2017

Moje stracone...

... (mam nadzieje bezpowrotnie) 7 kilo.
W telewizornie nie patrze, ale kiedy przegladam fejsunia, widze tylko na przemian psychopatycznego paranoika Kaczynskiego, straganiare Pawlowicz, chytrze usmiechnietego Piotrowicza, Ziobre z geba do dupy podobna, soltysowa, ktorej sie wydaje, ze jest premierem tego rzadu, przestepce o ksywce Jojo i pare innych samozadowolonych z siebie pyskow zlych i obrzydliwych *). Przewijam strone coraz nizej, ale obrazki powtarzaja sie, jakby nagrane na wstedze Möbiusa, wciaz te same. Nie wytrzymuje tego! Kazdy ze spolecznosci fej-zbuka bierze sobie za punkt honoru przeklejac na wlasny profil  hiobowe wiesci z polskiego sejmu. Jakby nie wystarczylo to, co podaja profile newsowe, i tak wszyscy juz wiedza. Gdzie podziala sie ta dawno zgasla gwiazda, ktora oglaszala w telewizorze upadek komuny, dlaczego teraz nie oglosi upadku demokracji? Wkurza mnie, ze teraz, kiedy wszystko poszlo na noze, nagle znajduja sie chetni do obrony owej straconej demokracji, a gdzie byli, kiedy trzeba bylo pojsc do urn? Od wielu slyszalo sie, ze nie ma na kogo, ze to wybor miedzy kila a dzuma, ze olewaja wybory... Teraz sie obudzili i pala swieczki wieczorami na ulicach? Elektorat pisu nie mial takich rozterek, wiec teraz jest co jest. A co zabawniejsze, bedzie jeszcze przez dlugie lata. Emigrujcie, poki jeszcze mozna, bo niedlugo ta pis-polska wyjdzie z unii, choc poki co, bedzie jeszcze ciagnela dotacje, mozliwie najdluzej. Z tego wszystkiego rzygac mi sie chce i trace apetyt.
A moze to i dobrze? Bo przeciez odchudzam sie i to nawet dosc skutecznie, chociaz baaardzo powoli. Ja wiem, ze gwaltowne diety koncza sie zazwyczaj nieprzyjemnym (nomen omen) jojem. Nie tyje sie bowiem z dnia na dzien, a chudnac by sie chcialo, co nie? Wiec choc moja cierpliwosc narazona jest na ciezkie proby, to ja jom bec w potylice i kaze siedziec cicho. Tak z dnia na dzien nie widzialam specjalnie roznicy, ale nagle spodnie w pasie przestaly mnie pic, a waga lazienkowa, z ktorej korzystam nie czesciej niz raz w tygodniu, pokazuje coraz mniej. Do niedawna jakos w ogole nie widzialam efektow, ale kilka dni temu ktos dawno niewidziany spytal, czy nie schudlam. Az zrobilam se selfika, zeby przeanalizowac sprawe, no i wydaje mi sie, ze faktycznie cos widac, choc do mojej starej figury jeszcze dluga droga. Ale pochwale sie, co tam.


A skad wzial sie u mnie nagle ten imperatyw do schudniecia? Lustra w domu, pokazujace cala sylwetke, raczej omijalam. Nie fotografowalam sie, bo sama stalam za obiektywem, wiec wlasciwie tylko po ciasnych w pasie spodniach czulam, ze troche mnie przybylo. Az pojechalam do Wroclawia po Toye i tam zostalam sfotografowana przez kilka osob, ktore mi potem te zdjecia przyslaly. Patrzylam na siebie z wielkim wstretem i obrzydzeniem, prawie jak na pewnego zaplutego karla reakcji dzisiaj. Podjelam desperacka decyzje, ze musze cos z tym zrobic, teraz albo nigdy, i tak od poczatku kwietnia przeszlam sobie na diete oraz zazywam wiecej ruchu, bo pies tego ruchu potrzebuje. Zobaczcie sami, jaka bylam. Wstyd pokazywac, ale ide za ciosem.


Przy szczuplutkiej Julce wydaje sie jeszcze potezniejsza i bardziej przysadzista, walki tluszczu wyraznie zaznaczaja sie pod bluzka. No horror. Diete stosuje nadal, chodze najedzona zdrowym choc niskokalorycznym zarciem, a czasem pozwalam sobie na cos slodkiego, ot tak, jako nagrode za postepy. Jesli kogos interesuje, to moge sie podzielic.

*) cytata STAD




środa, 19 lipca 2017

Chyba upal mi zaszkodzil.

W zasadzie wystarczaja mi wiadomosci w pigulce, jakie serwuje sobie co rano do kawy, a pochodzace z internetow. Lece po tytulach, rzadziej klikne w linke, jak mnie juz cos bardzo zainteresuje. Kaczynski mnie wqrwia do bialosci i jemu akurat zycze wszystkiego najgorszego. Nie, nie dlatego, ze mam w zwyczaju zyczyc ludziom zle, ale wprost nie moge sie doczekac, co wydarzy sie potem. Hieny, padlinozercy i scierwojady rzuca sie na schede po führerku, zanim zdazy ostygnac.
Ale zostawmy na razie w spokoju tego dziwaka, ktory z sila walca drogowego i zawzietoscia buldoga niszczy ze swojej drabinki cala Polske. Mam nadzieje, ze srodze za to beknie.
Mnie natomiast, z zupelnie niezrozumialych powodow, zachcialo sie obejrzec w telewizorze obrady sejmu Rzeczypospolitej katolicko-pisowskiej, w kwestii upolitycznienia sadow, w tym najwyzszego. Wlasciwie chcialam obejrzec cos innego, ale kiedy wlaczylam telewizor, ukazal mi sie przemawiajacy z wielkim zapalem Ziobro. Wbrew wielkiemu obrzydzeniu do tej kreatury i wbrew sobie, zaczelam sluchac tych jego wypierdow. Az sie trzasl do tej wladzy nad sadami. Nic dziwnego, bo po tym, co nawyprawial za poprzednich rzadow pisu, moglby byc postawiony przed sadem, ma w koncu ofiare smiertelna na sumieniu i zniszczona kariere pewnego kardiochirurga. Majac w lapie sady, pozostanie bezkarny, podobnie jak jego pryncypal, ktory za wszelka cene postanowil rzadzic dozywotnio. Oby jak najkrocej, moze dostanie jakiejs przewleklej infekcji od tych zepsutych zebow.
Powinnam w tej samej chwili przelaczyc sie na inny kanal albo wylaczyc telewizor, ale jak wspomnialam w tytule posta, chyba upal mi zaszkodzil, bo ogladalam dalej. Co ja Wam bede mowic, tego nie da sie opowiedziec. Chwilami zastanawialam sie, czy to sejm, czy patologiczne przedszkole. I byloby zabawnie, gdyby nie zrobilo sie groznie, kiedy jeden z ministrow, ten, ktory zamiast mowic, saczy przez zacisniete zeby (szczekoscisku dostal?), zawezwal pod sejm zmasowane sily policyjne w wersji bojowej. Niejaki Jojo, byly przestepca (kradzieze i rozboje), a obecnie p.o. marszalek sejmu, zabawial sie dzwoneczkiem, z tym, ze nie na wszystkich rowno dzwonil.
Z pulapki wybawila mnie Toya, zadajac (rzondajac) kategorycznie pojscia na pileczkowanie.
NIGDY WIECEJ !!!
Acha, zdjecie jest nieprzypadkowe.



poniedziałek, 17 lipca 2017

Nowa klasa.

W sobote Toya miala pierwsza lekcje w nowej klasie psiej szkoly, w klasie psow doroslych. Razem z nia zdaly trzy inne psy z klasy mlodziezowej, miala wiec swoje znajome towarzystwo i glownie z nim sie zabawiala. Probowala tez zabawy z innymi psami, ale przez dwa ridgebacki zostala owarczana, wiec powrocila do znanych sobie kumpli. Poza tym wszystko prawie jak poprzednio, choc wiecej cwiczen bez smyczy, a z tym, jak zobaczycie na ponizszym filmiku, jest jeszcze troche problemow. Kiedy tylko poczula wolnosc, zaczela latac po placu z takim czarnym kumplem, ktory tez akurat wyrwal sie swojej wlascicielce.


Poza tym chodzenie do szkoly sprawia przyjemnosc calej naszej trojce. Czerwona gawroszka awansowala do roli szkolnego mundurka i uzywana jest jedynie tam, zeby Toya wiedziala, dokad idzie i te chusteczke tylko ze szkola kojarzyla.
Toya jest psem kipiacym energia i gdzies ten jej nadmiar musi wypuscic. Normalnie podczas spacerow nie da sie jej spuscic ze smyczy, bo jeszcze nie slucha tak, jak powinna, a poza tym do konca miesiaca nadal obowiazuje smycz, bo nie skonczyl sie okres ochronny dla malych zwierzaczkow i ptaszkow. Chodze z nia zatem codziennie na laczke, gdzie moze sie wylatac za pilka. Szkoda, ze nie ma jakiegos kumpelka z sasiedztwa, rownie mlodego i pelnego energii, zeby miala towarzystwo, bo ona w zasadzie nie nudzi sie, biegajac za pilka, za to ja strasznie. A gdyby byl kumpelek, to i ja mialabym towarzystwo do mielenia jezorem.
Chyba po raz pierwszy w tym roku udalo mi sie spotkac i sfocic pszczoly, a juz sie balam, ze calkiem wymarly w naszej okolicy.





Kolejny filmik z pogoni za uciekajaca pileczka:


Przeplatany chwilami odpoczynku polaczonego z popasem na trawie, ktora jest taka dobra w smaku.



A po powrocie do domu... zupelna padlina.


Czyli cel zmeczenia psa zostal w pelni zrealizowany.