niedziela, 9 lipca 2017

L´appel du vide.

W doslownym tlumaczeniu z francuskiego to zew pustki i jest okresleniem na stan, kiedy nachodza nas autodestrukcyjne mysli - np. podczas jazdy samochodem myslimy, zeby zjechac na drugi pas ruchu, prosto pod nadjezdzajacego TIRa lub stojac na klifie, chcemy skoczyc w dol. W rzeczywistosci zas nigdy bysmy tego nie zrobili. Czyzby?
Nie mam tu na mysli realnego samobojstwa, co jednak powiecie, kiedy ktos zyjacy przez dziesieciolecia w harmonijnym, choc moze nieco nudnym zwiazku, bez specjalnych uniesien, ale i bez przemocy domowej czy jakiejkolwiek innej patologii, nagle z dnia na dzien porzuca to wszystko, stawia wszystko na jedna karte, cale swoje dotychczasowe zycie (ze nie wspomne o zyciu partnera i wspolnych dzieci, interesow i wspolnoty majatkowej) i slepo podaza  za jakas nowa miloscia? Dlaczego wlasnie teraz, dlaczego nie wczesniej, kiedy jeszcze sily i zdrowie dopisywaly? Ostatni zryw, labedzi spiew? Nadzieja na barwniejsze zycie? A przeciez nie ma zadnej, nawet najmniejszej gwarancji, ze to nowe zycie nie przeobrazi sie w taka sama nudna powszedniosc, moze nawet szybciej niz to stare.
Kiedy zaczynalam swoja pierwsza prace, jeszcze w Polsce, w gabinecie mojego bezposredniego przelozonego wisial sobie szyldzik, na ktorym wypisana byla nastepujaca maksyma:
Szanuj szefa swego, mozesz miec gorszego.
Czasem tak sie zastanawiam, czy ja bylabym zdolna rzucic wszystko i zaryzykowac, zrobic ten krok w przepasc, w nadziei, ze w pore otworzy sie moj spadochron, a ja poszybuje spokojnie w jakies piekne miejsce na ziemi i caly ten dotychczasowy syf, ktory mnie uwieral zostawie za soba. Ale zaraz nachodzi mnie refleksja, ten syf jest mi dobrze znany, ba, jestem z nim oswojona i dobrze wiem, czego moge sie po nim spodziewac. A jak trafie w jeszcze gorsze bagno? A jesli nie otworzy sie w pore spadochron? A jesli... Eee, to juz wole babrac sie w znanym mi blocie niz ryzykowac wszystkim, co przez cale zycie sobie wypracowalam. No ale ja zawsze bylam zachowawcza, by nie powiedziec asekurancka, zawsze bardzo balam sie ryzyka i bywalo, ze wolalam trwac w toksycznym zwiazku, niz rzucic sie na gleboka wode i uwolnic. Balam sie zmian, choc w koncu jakos zawsze udawalo mi sie takie zwiazki zakonczyc, na ogol pozniej niz predzej, z oporami, obawami i watpliwosciami. Dlatego nie nadazam za ryzykantami i desperatami, bo
Szanuj meza/partnera/zone/partnerke swego/swa, bo moze ci sie trafic cos znacznie gorszego. Taka kara, cos jak powracajaca karma.
I zeby nie bylo niedomowien, mowa wylacznie o zwiazkach bez patologii, bo z tych innych trzeba wiac gdzie pieprz rosnie.





34 komentarze:

  1. Ojej
    Ale trudny temat...

    A jakem ftankofonska nie znalam tego wyrażenia...

    Nie lubię zaczynać wszystkiego od początku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez, wiec tym bardziej zdumiewaja mnie ludzie nie obawiajacy sie rzucic wszystkiego i ryzykowac. Albo tacy, ktorzy wchodza do kasyna i stawiaja wszystko, co maja na jeden numer w ruletce. Traca wszystko albo zyskuja bardzo duzo.

      Usuń
    2. To też nie ja z tym kasynem!!

      Usuń
    3. Jestes zatem taki sam asekurant jak ja. :)))

      Usuń
  2. Porzucenie takiego zwiazku czesto wynika z niemozliwosci pogodzeniem sie z uplywem czasu i wewnetrznej potrzeby udowodnienia, ze jeszcze sie jest atrakcyjnym. A to, ze koszt tego moze sie okazac za wysoki, zazwyczaj dociera do takiego osobnika za pózno. Najgorsze w tym, ze czesto to tez rujnuje zycie dotychczasowego partnera :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem tak zachowuja sie calkiem jeszcze mlodzi ludzie, ale oni maja co najmniej perspektywe i czas. Nawet jezeli cos nie wyjdzie, jest czas, zeby to naprawiac. W niedalekim otoczeniu mam przyklad takiej kobiety, dwojka dzieci, rzuca wygodne i w miare dostatnie zycie u boku meza (nie kata, nie pijaka, choc bez uniesien) i odchodzi do innego, rujnujac rowniez jego rodzine (3 maloletnich dzieci). Nigdy nie zrozumiem, jak mozna zburzyc zycie 7 osobom dla wlasnego ryzykownego interesu.

      Usuń
    2. W takich sytuacjach zauroczenie i te tzw.motylki w brzuchu chyba biorą gore nad rozsądkiem...ale faktycznie,żyć ze świadomością,ze zrujnowalo sie życie tej drugiej rodzinie,dzieciom i partnerowi tej drugiej osoby,nie jest chyba proste...:-(
      Przykład z przed paru lat Zamachowski i Richardson...rozpieprzone dwie rodziny Ponoc żona Zamachowskiego miala ciężką depresję....ech :-(

      Usuń
    3. Motylki odlecialy, a z nowym partnerem zaczela sie szara rzeczywistosc, ktora ani troche nie odpowiada wyobrazeniom, nie ma juz tego dreszczyku emocji towarzyszacego sekretnym schadzkom. Trwa dosc nudna szara codziennosc.

      Usuń
  3. Hmm...A z drugiej strony mamy tylko jedno życie i tylko w nim możemy podejmować nowe wyzwania, iść za głosem serca, przełamywać przyzwyczajenia i rutynę. Tak, to ważne by nie kryzwdzic innych, ale ważne też jest by nie krzywdzić siebie. Bo czasem tak jest, że w imie świetego spokoju poświecamy własne marzenia i potrzeby a to zostaje w sercu jak bolesna zadra, która z latami może przekształcic sie w stan zapalny, który w efekcie zatruwa zycie i prowadzi do destrukcji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic za darmo niestety, taki desperacki krok z pewnoscia zawsze kogos innego skrzywdzi, narazi na wielki szok. Pol biedy, kiedy dzieci nie stoja na przeszkodzie, ale ryzykowne pojscie za glosem serca z pewnoscia zburzy ich dotychczasowy swiat, niszczac jednoczesnie swiat dzieci nowego partnera. Czy egoistyczna chec poprawienia wlasnego losu jest wystarczajacym powodem?

      Usuń
    2. Jeśli ta chęc jest przemożna, coraz przemożniejsza to człowiek musi, bo się udusi...Niekiedy trudno zachować złoty środek...Zawsze jest coś za coś.Bilans zysków i strat w ciągłym ruchu.Egoizm, altruizm, egoizm, altruizm - pomieszanie wszystkiego w każdym z nas. Nie da się zawsze być kryształowym.I pomnikom zdarza się pękać...

      Usuń
    3. Czlowiek od tego ma rozum, zeby go uzywac, a nie kierowac sie instynktem poprawienia sobie warunkow. Inny przyklad, bardzo cichialabym miec nowe auto/ciuch/torebke, a nie stac mnie. Musze, bo sie udusze! Ide wiec ze spluwa do banku i zadam wydania pieniedzy, bo ta moja chce posiadania auta/ciucha/torebki jest tak przemozna, coraz przemozniejsza. Co wtedy powiesz? Zganisz, wyrazisz swoja dezaprobate, prawda? A czym rozni sie krzywdzenie bankiera od krzywdzenia wlasnych dzieci, tylko z powodu, ze chcialas/musialas? Mysle, ze z tym baknierem to mniejsza szkodliwosc spoleczna.

      Usuń
  4. Dlaczego tak się dzieje? Bo większość ludzi żyje złudzeniami i nawet 15 minut dziennie nie poświęca na zastanowienie się nad tym co robi,ani dlaczego robi tak a nie inaczej. I większość cierpi na swoistą wadę wzroku - widzi tylko cudze błędy a nigdy tych własnych. A w przyrodzie (której jesteśmy przecież cząstką)
    wszystko ma swoją przyczynę- nie ma dymu bez ognia, jak mówi stare przysłowie.
    Druga sprawa - niewiele jest małżeństw, które rozmawiają ze sobą o WSZYSTKIM, w tym o swoich pragnieniach i odczuciach.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiekszosc ludzi rodzi sie juz egoistami, a niektorzy rodzice dodatkowo tak ich wychowuja, by mieli zludzenie bycia pepkiem swiata. Tacy ludzie nigdy nie zawahaja sie przed przedlozeniem wlasnego interesu ponad dobro innych. Im zawsze bedzie wszystko jedno, czy ktos cierpi, byle im bylo dobrze. Ida przez zycie jak buldozer, niszczac wszystko po drodze i nieznane im jest poczucie wstydu czy zalu.

      Usuń
  5. Ja byłabym zdolna w jednej chwili rzucić wszystko i rozpocząć nowe życie. Potrzeba tylko iskry zapalnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ile Cie znam, to nie wierze. Zostawilabys mame bez opieki, przestalabys kontaktowac sie z corka, bo przyjmijmy, ze taki bylby warunek tego "nowego zycia".

      Usuń
  6. A mnie sie wydaje, ze to taka moda. Przejscie na emeryture najczesciej kojarzy sie z zasadniczymi zmianami (stale dochody, dorosle dzieci, zbyt duzy dom lub mieszkanie), wiec dlaczego w tych zmianach nie zmienic przy okazji partnera? Tutaj duzo jest takich przypadkow i sa one przyjmowane raczej za norme. Dlugotrwale zwiazki 'az nas smierc rozloczy' stracily swoja wartosc i znaczenie jak caly zwiazek malzenki... Smutne ale zmiany na miare zmian swiata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie, ze instytucja malzenstwa nieco sie zdewaluowala i wiele par zyje ze soba bez papierka, ktory do niczego nie jest im przydatny. Wychodza pewnie z zalozenia, slusznego skadinad, ze nie papier laczy ludzi i podtrzymuje zwiazek. A i rozstanie bedzie w razie czego latwiejsze i tansze.
      Nie posuwalabym sie jednak do teorii, ze to jakies masowe zjawisko, nawet w Twoim kraju. Owszem , emeryci czasem dopiero wtedy zaczynaja zyc pelnia zycia, nie ograniczeni dziecmi i praca. Zaczynaja studiowac, chodzic na silownie, zwiedzac swiat (jesli ich na to stac), ale zeby zaraz wywracac caly swoj swiat do gory nogami, to nie chce mi sie wierzyc.

      Usuń
  7. Oczywiście wykluczam sytuacje, w których ktoś poniósłby z tego tytułu krzywdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, ok, zanim to doczytalam, juz udzielilam wyzej odpowiedzi.

      Usuń
  8. Jak slysze, ze kobieta zostawia male dzieci, bo ze meza to niewazne, i odchodzi czy to do innego, czy tylko dlatego bo ma dosyc zycia w rodzinie, grzmie, wolam dlaczego, ale jak sie na zimno zastanowie, to wiem ze to jej zycie, jej decyzja, widocznie musi, bo moze gdyby zostala to moze by nawet cos zlego zrobila. No i zaraz przypomina mi sie Anna Karenina, przeciez porzucila meza i synka, dla milosci, a jakie to byly czasy, jak bardzo niemoralne to bylo, ona zostala potepiona, ale Wronski nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moglaby zrozumiec, gdyby maz byl katem, alkoholikiem czy innym zboczencem, ale wiedziala, za kogo wychodzi, dlaczego wiec decydowala sie na dwoje dzieci? Zeby je pozniej zostawic, bo jej sie znudzilo? Zyjemy w innych czasach i jesli bylo jakies niedopasowanie, byl czas wycofac sie ze zwiazku. Tyle ze wtedy moglaby nie miec takich korzysci, materialnych glownie, jak majac dzieci. Wszystko wyrachowanie i nic wiecej.

      Usuń
  9. kazdy wybor niesia ryzyko, moze byc gorzej a moze byc lepiej. Tkwic zawsze w tym samym, nie zaryzykowac nowej pracy bo moze okazac sie gorsza? A co jesli okaze sie lepsza? A co jesli dzieki nowej pracy zajdziemy gdzies gdzie tkwiac w starym kiercie w zyciu bysmy nie doszli? Zaden, ale to absolutnie zaden dobrze prosperujacy biznesmen nie doszedl do swoich pieniedzy bez ryzyka. Jesli chodzi o zwiazki. Trawa jest zawsze bardziej zielona tam gdzie nas nie ma. Ci co sa sami zazdroszcza tym co sa w parach, ci co sa parzysci zazdroszcza singlom. Blondynki brunetkom, te z kreconymi wlosami chca miec loki...... tylko nikt nie zazdosci lysym. Niezadowolenie z obecnego stanu rzeczy jest wpisane w ludzka nature. Nie da sie tego uniknac. Wyobrazenie ze nowa zona, nowy maz czy nowa para rekawiczek da nam pelnie szczescia to fikcja. Ostatnio dochodze do wniosku ze zadowolenie czy jego brak tkwi w nas samych i tej wersji bede sie trzymac :) (ja rowniez nie mowie o patoligii tu potrzeba jest porada specjalisty)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madrze to ujelas. Wiekszosc z nas jest mniej lub bardziej niezadowolona z wlasnego status quo (praca, zwiazek, stan posiadania), niewielu jednak porywa sie na ryzyko. Tyle ze ryzyko nowej pracy nie niesie za soba krzywdy innych, mozna najwyzej skrzywdzic siebie. Rozwalanie zwiazku, szczegolnie dzieciatego, tylko dlatego, ze stal sie nieco nudny, to najwyzszy przejaw egoizmu.

      Usuń
    2. Podobno najlepiej jest sie skupic na tym co w zwiazku jest dobre i wtedy bedzie tego dobrego coraz wiecej, jak z tym Szududu o ktorym Marta-Marta pisala, jednakze trudno mi tak do konca sie wypowiadac bo mam za soba jedynie lata praktyki w byciu singlem lol

      Usuń
    3. Zycie codzienne i jego problemy, zmeczenie, brak czasu na rozmowy, a co za tym idzie, brak porozumienia, szybko weryfikuja przedslubne/przedzwiazkowe wyobrazenia, marzenia i obietnice. Wszystko bierze w leb i potem nachodza mysli, jak od tego uciec.

      Usuń
    4. Zawsze uwazalam, ze w dluzszych nieformalnych zwiazkach latwiej sie zorientowac, czy z danym exemplarzem bedzie sie w stanie wytrwac, czy raczej trzeba sie w pore wycofac, zwlaszcza zanim sie o dzieciach pomysli. Metoda sprawdzona osobiscie... ;).

      Usuń
    5. A ja w gronie znajomych mam sytuacje calkoiem odwrotna, wiec nie jest to regula. Zreszta ilu ludzi, ile zwiazkow - tyle historii, a kazda inna. Nie ma jednego schematu.

      Usuń
  10. A co zrobić kiedy szef cię nie szanuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisalam, ze od patologii uciekac. Ale z drugiej strony pokaz mi szefa, ktory szanuje i cacka sie z pracownikami.

      Usuń
  11. Jeśli coś uwiera, nie gra, męczy to zmieniać. Czasem wystarczy zmienić coś w sobie, nie trzeba drastycznych zmian. Nie jestem za tym by żyć danym życiem tylko dlatego, że jest to "znane zło". Ryzykantką nie jestem, ale poszukiwaczem już prędzej. Wszak całe życie to jedna wielka zmiana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze i tak, ale nie cudzym kosztem, bo niestety takie zmiany, by nie powiedziec rewolucje, odbywaja sie w wiekszosci kosztem innych.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.