piątek, 11 sierpnia 2017

Rower Wigry.

Zrodlo
Jeden glupi rower, splot nieszczesliwych okolicznosci i wszystko wali sie w ruine...
Jakie pobudki kierowaly nimi, ze zdecydowali sie na emigracje? Z pewnoscia nie ekonomiczne, bo w Polsce powodzilo im sie bardzo dobrze. Mieli dom, prowadzili hodowle zwierzat futerkowych i zarabiali krocie na tamte socjalistyczne warunki. Zdecydowali sie jednak wyjechac i osiasc w Niemczech na stale, on mial niemieckie korzenie, wiec formalnosci pozalatwiali migiem, szybko wynajeli sobie mieszkanie i zaczeli oboje pracowac, co pozwolilo na wygodne zycie dla nich i ich dwojga dzieci przywiezionych z Polski oraz trzeciego urodzonego juz tutaj.
Z ktoregos urlopu spedzanego w Polsce przywiezli dla najmlodszego dzieciaka, ktory byl wtedy w wieku... bo ja wiem... okolo 10-12 lat, nie pamietam za dobrze - polski skladak Wigry, ktorym mlody szpanowal po osiedlu, bo nikt takiego roweru nie mial.
Ktoregos dnia zostawil te Wigry na chwile pod domem, wszedl na gore, a kiedy wrocil, roweru juz nie bylo. Razem z ojcem udali sie na poszukiwania i szybko znalezli jezdzacego na nim kilkunastolatka. Przy probie odebrania wlasnosci ojciec zostal przez gowniarza tak nieszczesliwie kopniety i popchniety, ze przewracajac sie, mocno sie potlukl i bardzo skomplikowanie zlamal noge w kostce. Za sprawa dlugotrwalego zwolnienia lekarskiego ojciec stracil prace, ale nie to spowodowalo jego powolny upadek. W Niemczech bardzo lagodnie traktuje sie mlodocianych przestepcow, wiec szczeniak, ktory ukradl rower i ciezko go pobil, wyszedl z tego obronna reka, za to moj znajomy mial problemy o to, ze chcial swoja wlasnosc odebrac sila.
Zaczal pic. Noga nie chciala sie goic, wiec i szanse na znalezienie nowej pracy byly niewielkie. Zasoby pieniezne przywiezione z Polski po sprzedazy fermy, stopnialy znaczaco. Zostala mu przyznana renta chorobowa, siedzial wiec w domu, rozzalony na caly ten system i pil coraz wiecej. W efekcie trafil na pol roku do szpitala z powodu zapalenia trzustki. Nie wyzdrowial do konca i nie przestal pic.
Ona jeszcze wtedy pracowala. Nie wiem, co spowodowalo, ze sama zaczela pociagac z butelki i w pracy pojawiala sie w chmurze odorku nieprzetrawionego alkoholu. Wreszcie i ja dopadlo chorobsko, marskosc watroby, z ktorego sie juz nie podniosla, zmarla w wieku 60 lat. On zyje samotnie, jeszcze w ich starym mieszkaniu, dogladany codziennie przez sluzby pielegnacyjne, ale dzieci zalatwiaja mu miejsce w domu opieki, bo tej opieki i to calodobowej, potrzebuje. Jest wrakiem czlowieka, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Szczegolnie pogorszylo mu sie po smierci zony.







54 komentarze:

  1. A wszystko przez rowerek... miałam taki biały składak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mialam Wigry, dokladnie taki kolor jak na zdjeciu.

      Usuń
  2. Szok...ciężko w taki splot wydarzeń uwierzyć,a jednak takie historie przytrafiają się.
    Bardzo szkoda mi takich ludzi,dobrze ze ten człowiek ma dzieci i jakąś zapewnioną opiekę ze strony państwa...

    Pamiętam Wigry,koleżanka miała,ja natomiast zielony Uniwersal (o ile dobrze pamiętam)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy czym obydwoje to bardzo zacni ludzie, mimo choroby alkoholowej zero agresji czy zlych zachowan, przemili obydwoje. I fajne dzieciaki maja.
      Kiedys miewali jeszcze psy, ale po smierci ostatniej suni juz nie brali.

      Usuń
  3. Przykra historia, gdyby nie rower... Ale co tu gdybać, szkoda ludzi.
    Tez mialam taki rower, zielony. Przysparzal mi jednak radości, nie tak jak opisanemu czlowiekowi-nieszczęścia:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ich naprawde szkoda, szczerze ich lubilam i bardzo calej rodzinie wspolczuje. Bylam na biezaco swiadkiem tego upadku.

      Usuń
  4. Smutna hisroria bardzo.Miałam Wigry 2 za pieniążki dostane na komunię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za moich czasow na komunie dostawalo sie zegarki, a swietowalo w scisle rodzinnym gronie przy stole w domu.

      Usuń
    2. Tez dostalam zegarek:) A przy stole byly tylko siostry, rodzice, chrzestni i dziadkowie.

      Usuń
    3. Dokladnie jak u mnie. Do kosciola tez szlam pieszo, a nie limuzyna. :)

      Usuń
    4. Ja tez, a moja mama opowiadala, ze Ją babcia wioska do kościoła rowerem:)

      Usuń
    5. A ja komplet łyżeczek i czerwony sweter;). Łyżeczki mam do dzisiaj.

      Usuń
    6. A co dziwniejsze, wszyscy cieszylismy sie z tych niewielkich prezentow, jakby byly ze zlota i diamentami wysadzane. Dla nas wazniejsze bylo byc niz miec.

      Usuń
  5. Czasami tak w życiu nieszczęśliwie się układa, ale splot okoliczności rzeczywiście wyjątkowo niesympatyczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi ich zal, to tacy dobrzy ludzie...

      Usuń
  6. Trudno uwierzyć że to przez rowerek.
    Pewnie i inne sprawy się nałożyły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze i tak, a ten rower byl ostatnia kropla, ktora przepelnila miare.

      Usuń
  7. O rany, nieprawdopodobna historia. Splot okoliczności jak z kiepskiego filmu. Szkoda że z takim nieciekawym finałem. Mój komunijny rower nazywał się karat, ale z podobnego okresu pochodzący.
    Pozdrawiam 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja moje Wigry dostalam, kiedy podchodzilam pod pelnoletnosc. Na komunie tylko zegarek.

      Usuń
  8. hodowle zwierząt futerkowych mówisz...no to karma ich dopadła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy jeszcze nie bylo to takie naganne.

      Usuń
    2. To zawsze było naganne, tylko się tego głośno nie mówiło.

      Usuń
    3. Frau BE, ja w Polsce nosilam futra i naprawde nie zaprzatalam sobie glowy, ze zwierzeta tracily zycie dla mojego kaprysu.

      Usuń
    4. A ja od dziecka miałam "wbudowaną w model" wrażliwość na te sprawy. Pamiętam, jak się denerwowałam, czy mały ptaszek ma mamę i czy się nie zgubił... i tak w nieskończoność.

      Usuń
    5. Nie no, nad ptaszkiem tez sie trzeslam, ale futra mnie nie brzydzily.

      Usuń
    6. zgadzam sie z Faru Be obozy koncentracyjne dla zwierząt zawsze były złe, w ogóle nie przepadam za ludźmi, którzy robią kasę na zwierzętach, zwłaszcza na ich okrutnej śmierci...znasz mnie.

      Usuń
  9. Bardzo to wszystko smutne.......:( Rower Wigry 2 oczywiście posiadałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wiekszosc z nas miala te Wigry, ja go bardzo dobrze wspominam.

      Usuń
  10. Mąż, dawno temu, miał taki, tylko ciemniejszy. Ukradli go, kiedy zostawił na klatce schodowej i zapomniał znieść do piwnicy. Sama na nim trochę jeździłam.
    Smutna historia, a już myślałam, że to będzie jakiś, może nie za wesoły, ale optymistyczny wspomnieniowy post...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo duzo moich znajomych poznanych juz tutaj, przenioslo sie na ten lepszy swiat. Niektorzy starsi, inni znacznie mlodsi ode mnie, koledzy moich dzieci. Ehhh...

      Usuń
  11. Bardzo smutna historia. Jak mi zal takich ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez ich bardzo szkoda, bo to w sumie naprawde dobrzy ludzie.

      Usuń
  12. Widać było im to pisane.Nie wiadomo czy byłoby dla nich wszystkich lepiej gdyby z Polski nie wyjechali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tez bardzo sie dziwilismy, co nimi powodowalo, ze zostawili to polskie dostatnie zycie i zaryzykowali. Nigdy sie tego nie dowiedzielismy. Moze mieli jakies problemy skarbowe czy inne?

      Usuń
  13. Ale temat zapodalas na piatek. Nie dosc ze mam dzien zrypany bo durne sny mi sie snily, a nad ranem przypomnialam sobie ze nie moge jechac do Polski w wybranym terminie, to jeszcze jakas franca mi walnela niebieskimi drzwiami na parkingu w bok samochodu i mam wgniecenie, nie wiem czy lakier caly bo na razie tylko niebieska plama. CZY DZISIAJ JEST PIATEK TRZYNASTEGO?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie masz sprawcy, a jedynie slad lakieru? Mnie spotkalo cos podobnego, zawiadomilam wprawdzie policje, ale specjalnie sie nie starali, bo mala szkodliwosc i umorzyli ostatecznie.

      Usuń
    2. Nie mam sprawcy, nawet nie wiem gdzie mi to zrobili. A w ogole to chyba mam depresje...

      Usuń
    3. Przeczytaj se broszurke o szczesciu i zaraz poczujesz sie lepiej, ale musisz chciec i sobie wmowic. No i miec pozytywne nastawienie.

      Usuń
  14. Bardzo smutne...
    Może udałoby mu się jakoś pomóc.
    Ja nigdy nie miałam takiego rowerka. Zresztą i tak nie umiałabym zrobić zeń pożytku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Errata, czy mam przez to rozumiec, ze nie umiesz jezdzic na rowerze? Nie wierze!!!

      Usuń
    2. Nie umiem! Próbowałam wielokrotnie, ale bezskutecznie.

      Usuń
    3. Proponuje zatem:
      https://www.google.de/search?q=rower+tr%C3%B3jko%C5%82owy+dla+doros%C5%82ych&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwj6-PXQu9TVAhXOZFAKHR9sCrUQ_AUICigB&biw=1366&bih=612

      Usuń
  15. Smutne...
    Rowery tylko z najwiekszymi kolami, ruskie byly najlepsze, nie do zdarcia :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi koledzy ze szkoly sama sobie skladali rowery z czesci, nie mialo to wygladu, przerzutek, hamulcow, ale jaka mieli satysfakcje i jezdzenia do wypeku. A inne dzieci wypraszaly u nich, zeby "dali sie przejechac".

      Usuń
  16. Wydaje mi się, że jakby nie było sprawy z rowerem, to znalazłby się inny powód do picia, wygląda na to że rozczarowało ich życie.
    Brat mojej mamy był bardzo słaby psychicznie, nie radził sobie w życiu, zaczął wspomagać się alkoholem, w pewnym momencie dołączyła do niego żona. Ciotka wyszła z alkoholizmu bo jej zależało, a wujek świadomie wybrał alkohol, zrezygnował z terapii bo mu odpowiadało życie z alkoholem. Nie żyje już 12 lat, a był młodszy od mojej mamy o 8 lat. Wujek był także bardzo dobrym człowiekiem, ale życie go przerosło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byc moze masz racje, nikt nie wie, jak potoczylyby sie ich losy, gdyby nie sprawa z rowerem, choroba, moze tez tesknota za przeszloscia. To pozostanie juz na zawsze w sferze gdybania.

      Usuń
  17. Faktycznie, szkoda ludzi, ale często tak się dzieje, że życie przerasta i wpędza w kozi róg.
    Rowerek miałam też, ale mój był Karat - czerwony z białymi błotnikami. Dostałam go mając 15 lat. Teraz stoi sobie w piwnicy inny rowerek, też składak, nawet nie wiem jak ma na imię, bo od 10 lat nie jeżdżę na rowerze.
    Na komunię to nawet zegarka nie dostałam, co dopiero rower...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to sie kszesni nie popisali i poskapili na zegarek. ;)

      Usuń
    2. W ogóle nie pamiętam, czy coś dostałam. Zegarek krzesna kupiła mi, jak chodziłam do czwartej klasy /mam go do dziś, chociaż zepsuty/. Krzesnego nigdy nie widziałam na oczy.

      Usuń
    3. No patrz, a ja juz nie mam swojego komunijnego zegarka...

      Usuń
  18. I pomyśleć, że rower, który był radością syna, był przyczyną takich nieszczęść. Życie się czasami dziwnie układa. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepszy scenarzysta by tego nie wymyslil, bo zarzucono by mu przesade dramatyzmu i nieprawdopodobnosc watkow.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.